akademia Wellness

fitness hity Sklep fitness | Odchudzanie | Diety | Psychotesty | Tabele kaloryczne | Kalkulatory kalorii | Fitnesski | Konkursy | Fitness Pojedynki | Filmy | Instruktorzy Fitness
portal fitness
mapa wellness
mapa
wellness
imprezy fitness
imprezy
katalog fitness
katalog
firm
forum fitness
forum
porady dietetyczne
porady
dietetyczne
konkursy
konkursy
Login
Hasło
Pamiętaj
2012-05-16 |
kulturystyka i fitness odchudzanie i dietetyka
zumba jest fitporadnia dietetyczna on-linepiłka nożna noga.plkulturystyka trening kulturystycznytwoja kobieca strona superpani.plmocne strony twardziel.plstrony internetowe kreacje.pl
fitness pasaż handlowy FIT HITY
» ĆWICZENIA DLA CIEBIE

» DIETA DLA CIEBIE

» ZDROWIE

» URODA

» FIT TRENDY

fitness pasaż handlowy FIT-FOTKA
poradnia dietetyczna fit.pl
fitness pasaż handlowy SKLEP FIT
Chleb Adama
Chleb Adama
15.00 zł
Joga na ratunek plecom
Joga na ratunek plecom
29.99 zł
Summer Aerobic + Dirty Dancing Workout
Summer Aerobic + Dirty Dancing Workout
19.99 zł
fit.pl na Facebooku
WELLNESS » S P A

Trendy SPA 2011


zmien rozmiar tekstu -A A+  

W jakim kierunku zmierza branża hoteli i salonów apa? SpaFinder, jedna z najbardziej znanych, zagranicznych firm, zajmujących się promocją wellness i spa, opublikowała prognozę najpopularniejszych trendów spa w roku 2011

Wszystko o: SPA

  • Jak odzyskać sylwetkę w SPA
  • Materia SPA
  • SPA dla mężczyzn
  •  1  | 2 |  »

    Raport ten, został oparty na wielu analizach, wywiadach ekspertów, którzy odwiedzili setki salonów i hoteli spa w ciągu roku, oraz wewnętrzych danych spółki zebranych na podstawie współpracy z partnerami branżowymi w liczbie około 9 tysięcy.

    Co będzie zatem na topie?

    1. Masaż, dzięki któremu pozbywamy się bólu

    Potrzeba relaksu jest głównym powodem, dla którego odwiedzamy SPA, za granicą dzieje się tak od 25 lat. Jednakże specjaliści przewidują, że wraz z rosnącym odsetkiem osób przechodzących na emeryturę, poszukiwanie relaksu zostanie wkrótce zastąpione poszukiewaniem ulgi w odczuwanych bólach. Pracownicy korporacyjni, zużyci przez wyścig szczurów, będą udawać się do apa w poszukiwaniu fizjoterapeutów, kręgarzy, ortopedów, oraz aby odmłodzić stawy, złagodzić ból, zwiększyć własną mobilność. Już obserwuje się wzrost masaży zbawiennych dla bólu, całej gamy zabiegów „anti-aging” uwzględnionych w ofertach wielu SPA.

    2. Grota solna

    Tradycyjne metody leczenia związane z przebywaniem w tzw. grotach solnych, są coraz częściej stosowane w nowoczesnych miejscach SPA. Inhalacje w takiej grocie to ogromne korzyści dla skóry i dróg oddechowych, dlatego też, wzrasta zainteresowanie tego typu terapią. Uzdrowiska nieustają w poszukiwaniu sposobów na odtworzenie naturalnego mikroklimatu jaskiń solnych w sposób nowoczesny i stylowy.

    Zabiegi ekspersowe

    Salony SPA starają się odpowiedzieć także na życie w nieustannym stresie, oferując zabiegi ekspresowe, zabiegi typu 2 w 1 itd. Wiele znanych SPA otwiera tzw. DAY SPA w centrach dużych miast, gdzie zapracowane kobiety mogą znaleźć oazę spokoju i w ciągu godziny, czy dwóch poddać się zabiegom dla swojego ciała i duszy. Jest to alternatywa także dla tych, którzy z rożnych względów nie mogą pozwolić sobie na dłuższy wyjazd.

     1  | 2 |  »

    tagi: spa, trendy w spa, day spa, dzienne spa, odnowa biologiczna, azjatyckie spa, wellness
    Podziel się z innymi:   Dodaj do Facebook    Dodaj do NK    Dodaj do Wykop    Dodaj do Flaker    Dodaj do Elefanta    Dodaj do Gwar    Dodaj do Delicious    Dodaj do StumbleUpon    Dodaj do Technorati    Dodaj do Google    Dodaj do YahooMyWeb    Wyślij link znajomemu
      Skomentuj ten artykuł   Wszystkie komentarze   Zobacz inne dyskusje  


    http://massagethai.info

    Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie
    masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i
    przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których
    uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy
    technik masazysta po Szkole krakowskiej
    ***
    Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na
    całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko
    profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego
    efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar.

    W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni,
    ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie
    inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem
    Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała,
    jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć
    pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania
    masażu do osiągniecie lepszego efektu.

    Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach.
    Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego.
    Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego b.gornicki@adler.nazwa.pl Bogdan
    Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka
    i kurs zaawansowany siepien 2010

    ****
    Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi
    się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem
    też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak
    trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się
    rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie
    spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz
    ***

    Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach,
    nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę
    powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym
    momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie
    wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa

    ***

    Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o
    tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać
    technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka
    każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go
    po prostu na nim.

    Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku.
    Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie
    dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne
    ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli
    się rozchodziło.

    Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym
    zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on
    poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik
    masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina

    ***
    Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją
    cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby
    słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do
    każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy
    może podejść i dotykać rąk prowadzącej.

    Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs
    masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z
    tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne
    techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący
    Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów
    Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław

    *****

    Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca
    przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają
    wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże,
    kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność
    i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją
    za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. extensor01@interia.pl
    Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009

    ***

    Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i
    słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu
    lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż
    tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod.

    Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole.
    Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których
    jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno
    przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam
    wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, vitasanus@gmail.com Bytom 09.2009


    ***

    Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać
    kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka
    ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się
    wszyscy, az żal było się rozstawać.

    Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący,
    jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją
    wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec
    '09


    Masaż tajski subiektywna recenzja
    fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego:

    "Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy
    jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży,
    a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna.
    Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas
    zabiegu.

    Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy,
    ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich
    wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku.

    Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu
    linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać,
    bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów
    jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się
    już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z
    kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła.

    Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach.

    Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło
    wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i
    tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów.

    Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu
    czułem się jak po treningu karate.

    Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży.
    Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z
    yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie
    tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych
    (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie
    skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką.

    Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od
    strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy
    po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na
    spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a
    wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak
    trudna sztuka.

    Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam
    kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i
    nie trzeba, choć można, stosować wszystkie.
    Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na
    plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji.
    Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych
    rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy
    neuromobilizacji.

    Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez
    terapeutę.

    Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i
    trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o
    orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3
    wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra,
    dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość.

    Jarek W. "
    calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja"
    http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/browse_thread/thread/4b0b8b4a0d
    d14316#
    http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

    Tajski dla głuchoniewidomych
    Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych

    Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki
    projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje
    ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu
    beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe
    umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
    Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w
    Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła
    je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony
    internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako
    „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu
    stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że:
    Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego,
    tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim
    doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co
    najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej
    Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i
    prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).

    Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była
    odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia
    jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate
    doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne
    kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.

    A dlaczego w ogóle masaż tajski?
    Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie
    są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A
    tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób,
    które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż
    tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest
    po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że
    do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego
    wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta.
    Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go
    sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta
    technika, którą chcieliby poznać.”

    Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
    (fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)

    „Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami,
    więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni
    masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet
    „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby
    był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa
    Tajka, a może Anioł Stróż?

    Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale
    organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy
    po szkoleniu, który by był niezadowolony.

    Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby
    tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto
    całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął
    pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od
    razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i
    odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś
    „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój
    przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław,
    Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W
    pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas
    przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie
    głośno wszystkim, którzy mają problemy.

    Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy
    masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do
    ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię,
    przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy.
    Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i
    pochylony do przodu.

    Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami,
    jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej
    przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come
    back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w
    tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani
    Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę
    Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i
    naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na
    dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.

    Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten
    powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi,
    jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku:
    cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz,
    drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu
    być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.

    Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe
    punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest,
    ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się
    Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie
    słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że
    więcej pracy, bo od samego rana.

    Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku
    rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie,
    masowanie, masowanie i spanie.

    Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy,
    powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem.
    Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto
    wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i
    rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na
    kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki
    wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja
    wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która
    mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.

    Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli
    wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość,
    która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya
    mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w
    swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy
    ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani
    Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i
    do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.

    Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam
    nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”

    Wrażenia innych uczestników

    Danuta Gronowicz ze Szczecina:

    „Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje
    zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w
    „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie.
    To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc
    podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.

    Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny
    etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na
    nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła
    nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na
    mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki,
    którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne
    ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli
    się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.

    Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami
    kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć
    będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej
    techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z
    ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do
    tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie
    rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”

    Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:

    „Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta
    musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu.
    Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”

    „Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała,
    dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było
    się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli
    i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie
    cicho.”

    „Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”

    http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=80

    http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

    Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja

    http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/t/25134f78551f3b69

    Witajcie!

    W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego w Krakowie na
    terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz moich odczuciach, co do szkolenia i
    jego organizacji, pisałem rok temu. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne
    spostrzeżenia dotyczące drugiego etapu.

    Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy ukończyli
    podstawowe szkolenie.

    Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było na
    podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy stopą. Jak
    utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od siebie pacjentem
    wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym kierunku techniki podstawowe.
    Co i kiedy jest dozwolone a co nie. Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni,
    kręgosłupa.

    O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny nacisk na to,
    gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy masaż tajski, oraz na co
    zwracać uwagę podczas wykonywania poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do
    czynienia z różnymi wariacjami i urozmaiceniem owych technik.

    Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na kursie podstawowym
    można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z nich jest intensywniejszym w
    odczuciu dla pacjenta i głębiej działającym na jego mięśnie.Ponad to jak
    wspominałem doszły też nowe techniki.

    Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż.

    Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to wszystko w
    spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało technik, by zrobić dobry
    zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało.

    Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa, inna niż to co
    do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale jednak podstawa. Po drugim
    etapie tego masażu wiem, że gdy go będę praktykował, to posiądę dobre rozwiązania
    na wiele problemów, które do tej pory spotykałem u pacjentów.

    Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała nam, jak radzić
    sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych pacjentem. Sam będąc szczupłym
    facetem od dawna poszukiwałem takich rozwiązań.

    Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym kursie musi
    przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya pokazuje
    zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają, uciskają, trenują i trenują
    aż do bólu.

    Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd.

    W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu materiału z
    pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości zaczyna się praca ze
    sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami. To jest jak kwiatek, który z rana
    sam w sobie jest ładny, ale gdy się rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać
    dużo światła, dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki.
    Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki możemy czuć
    się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich o wiele więcej i
    jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i jak potoczy się akcja, to
    jesteśmy lepsi.

    Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać sobie jak w
    supermarkecie i dostosowywać zabieg wg. potrzeb własnych i pacjenta.

    Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż dobrze
    należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar wykonywać go zawodowo.
    Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze raz trening, bo w tajskim diabeł i
    jego siła tkwi w szczegółach i precyzji.

    Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas wykonywanej
    terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.

    Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12, z czego 3
    osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a wokół nas same
    restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po prostu Kraków, Królewska,
    logistyczny ful wypas i nic tylko się uczyć.

    Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też uczestnikiem
    pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w Polsce.

    Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na kursie, w
    którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na pewno nie czułby się
    zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.

    Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka dokładnie krok
    po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało się, że nie jest on
    niezbędny. Uważam jednak, że podczas zaawansowanego kursu powinien być tłumacz.
    Powody są dwa. Po pierwszym etapie są często niejasności, pytania i prośby o
    wyjaśnienie szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w
    rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć
    nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i ciekawsze.

    Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama organizacja
    logistyczna, na 6.

    Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś polskiego Taja
    czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś dobrze "spika".

    Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje wyczulenie na
    logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię niewygód, gdy muszę skupiać się
    na czymś innym. Warunki więc mieliśmy bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem
    korzystać z wiedzy Kanya ile chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym,
    podstawowym kursie.

    Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili lokalizacje
    szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo agroturystyczne faktycznie
    wygląda o niebo lepiej, ale te wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję
    ten wie co i jak tam wyglądało.

    Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem
    rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie zadowolony.

    Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W pierwszym był
    nieporęcznego formatu A3.

    Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i pokazująca każdą
    technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna osoba.

    Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.

    PS.
    To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu nie wiąże
    mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.

    Pozdrawiam - Jarek
    Nr. GG: 4050549
    http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

    obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci
    mozna wyguglowac:
    ...
    W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego.
    ...

    Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem
    szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.

    Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną
    osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.

    Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi
    religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z
    założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy
    przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest
    "sanuk".

    Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu,
    tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.

    Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło
    go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia
    czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie
    chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego
    szybko zwyciężyła.

    Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które
    miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o
    życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya
    świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego.
    ...

    Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.

    Teraz kilka słów o samym szkoleniu.

    Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz
    ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to
    mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim
    (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na
    wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.

    Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował
    traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.

    Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do
    wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i
    aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...

    Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze
    raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej
    się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego
    rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.

    Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...

    Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie
    na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości
    i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po
    tajsku.
    http://massagethai.info kurs masaz tajski indonezyjski tajskimi stemplami ziolowymi
    tajskiego masazu stop warszawa

    http://www.rp.pl/artykul/2,269099.html

    Marta Dvořak

    Trwa moda na egzotykę w spa. Jej zwolennikom nie wystarczają już jednak orientalne
    masaże i zabiegi. Liczą się także atmosfera i wystrój miejsca, w którym z nich
    korzystają.
    Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i
    rozpowszechni.

    Masaż balijski, bambusami, ziołowe łaźnie z Tajlandii, kąpiele kwiatowe, pobyt w
    łaźni Buddy... Często klienci decydują się na takie zabiegi w spa po powrocie z
    wakacji. Szukają nie tylko konkretnego zabiegu, ale także chcą odnaleźć w zimowe
    dni wakacyjny nastrój. Teraz więc w pomieszczeniach spa dominują ciepłe barwy,
    orientalne ozdoby, świeczki i kadzidełka.

    – Na rynku dostępne są rozmaite rodzaje zabiegów, także orientalnych. Moda na
    nie przemija i powraca – opowiada Marzena Jurczenia, masażystka z 13-letnim
    doświadczeniem i kierowniczka działu pielęgnacji ciała w wyspecjalizowanym w
    Oriencie ośrodku Dotyk Spa w Warszawie.

    – Ale rośnie popularność egzotycznych ośrodków spa, bo nie ustaje
    zainteresowanie klientów egzotyką. Nasi goście są coraz bardziej wybredni. Rzadko
    wystarczają im już same zabiegi, zwracają też uwagę na otoczenie: światło, muzykę,
    zapach, nastrój, wnętrze i wykorzystywane w danym ośrodku kosmetyki.

    Po orientalne preparaty chętnie sięga także personel krakowskiej Farmona Wellness &
    Spa, producenta kosmetyków naturalnych. Specjaliści korzystają z produktów często
    kupowanych na targach w Indonezji i Tajlandii. – I tak na przykład
    rozgrzewająca maska Boreh stosowana jest do dziś przez rolników brodzących całymi
    dniami po polach ryżowych, cierpiących na bóle stawów i reumatyzm – opowiada
    Małgorzata Waliczek, dyrektor rozwoju i marketingu Farmona Wellness & Spa. I
    dodaje, że od niedawna w tym ośrodku korzystać można z jedynej w Polsce tajskiej
    łaźni ziołowej, a wśród klientów sporym zainteresowaniem cieszą się orientalne
    masaże, balijskie rytuały piękna oraz zabiegi z Królestwa Lanna.

    Dla ciała i duszy

    Klienci świadomie wybierają orientalne spa, wiedzą bowiem, że w tego typu ośrodkach
    ważna jest, charakterystyczna dla filozofii i medycyny Wschodu, wiara, że ciało i
    umysł stanowią całość. Przychodzą więc z przekonaniem, że azjatyckie rytuały
    upiększające oraz masaże wpłyną nie tylko na urodę i kondycję fizyczną, ale też
    ułatwią odzyskanie równowagi wewnętrznej, osłabią stres i uczucie zmęczenia.

    Marzena Jurczenia przypomina o ważnej zasadzie, bez przestrzegania której pobyt w
    egzotycznym spa może się okazać mniej owocny, niż się spodziewaliśmy: – Liczą
    się cisza, spokój. Słowa są zbędne. Dlatego nie rozmawia się podczas zabiegów
    – podkreśla.

    Na czym to polega

    Egzotycznie nie zawsze jednak oznacza odprężająco i sennie. Masaż tajski, zwany
    jogą dla leniwych, bywa nawet bolesny. Masowana osoba układana jest w różnych
    pozycjach. – Początkowo intensywny masaż balijski miał przynosić ulgę
    tamtejszym rolnikom. Z czasem, dostosowywany do potrzeb turystów, ewoluował w
    kierunku masażu relaksacyjnego. – Wykorzystuje się w nim uciskanie dłońmi,
    rozcieranie skóry, elementy jogi i stymulację punktów refleksyjnych, dużo uwagi
    poświęca się masażowi głowy, twarzy i stóp. Relaksuje i wzmacnia układ
    odpornościowy, łagodzi ból i napięcie – opowiada Małgorzata Waliczek.

    Jakie więc masaże i rytuały wybrać, na jakie zabiegi pielęgnacyjne się zdecydować?
    Niezorientowani zawsze mogą liczyć na pomoc i radę personelu. – W dobrym spa
    recepcjonistki powinny umieć opowiedzieć o każdym z zabiegów. One lub masażystki
    określą, czy masaż może być bolesny dla klienta, doradzić niezdecydowanym –
    twierdzi Marzena Jurczenia.

    W rękach fachowców

    W coraz liczniej otwieranych w Polsce orientalnych spa pracują zarówno Polacy, jak
    i obcokrajowcy. Oceną ich fachowości zająć się mogą jedynie klienci oraz
    kierownictwo, o ile zależy mu na dobrej opinii firmy. – W Polsce nie ma
    żadnych systemów certyfikacji pracy masażysty. Weryfikacja umiejętności pracowników
    zależy wyłącznie od kierownictwa ośrodka spa – przyznaje Marzena Jurczenia.

    – Ja sama, wybierając pracowników spośród kilkuset zainteresowanych, szukałam
    takich, którzy skończyli szkołę albo studium dla fizjoterapeutów, a nie tylko kursy
    masażu. Wielu technik muszą się jednak nauczyć podczas szkoleń, a te są dość
    drogie. Koszt pojedynczego szkolenia to ok. 4 tys. zł, w dobrze wyszkolonego
    pracownika trzeba zainwestować 10 – 25 tys. rocznie – opowiada.

    Farmona stawia na specjalistów ze Wschodu. – Rekrutacją pracowników zajmuje
    się nasz trener, mieszkający na stałe w Indonezji, posiadający umiejętności i
    wykształcenie w tym kierunku. Terapeutki z Tajlandii to absolwentki słynnej szkoły
    masażu w świątyni Wat Po, w której uczą się przez dwa lata nie tylko technik
    masażu, ale również filozofii i medycyny. Terapeuci z wyspy Bali skończyli
    prestiżowe indonezyjskie szkoły masażu i kursy – wylicza Małgorzata
    Waliczek.

    Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i
    rozpowszechni. Wprawdzie alternatywą dla orientalnych centrów mogłyby być np. spa
    japońskie, chińskie albo popularne w Rosji tzw. spa słowiańskie, ale... –
    Polacy bardziej zainteresowani są pobytem w ośrodku, gdzie mogą liczyć na balijski
    masaż lub zabiegi, które zapamiętali ze słonecznych wakacji w Tajlandii i gdzie
    odnajdą ten sam wakacyjny nastrój – twierdzi Marzena Jurczenia.

    – Popularności orientalnego spa sprzyjać może kryzys: zamiast kolejnego
    wyjazdu na Bali klienci będą musieli zadowolić się wspomnieniami, szukać ich w
    nastrojowym, klimatycznym zakątku – dodaje.

    [url]http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/podroze/tajskie-spa-wszechstronna-uczt
    a,2933,1[/url]

    Mikołaj Jeżak, autor jest partnerem i dyrektorem zarządzającym w 5 Stars Club
    Business Travel

    Wizyty w tajskich ośrodkach urody często ocierają się o mistycyzm. Aura
    niewyobrażalnego spokoju, duch filozofii buddyjskiej niczym mgiełka unoszą się nad
    obiektami SPA, w których zregenerujemy zarówno ciało, jak i umysł

    Przy wejściu wita nas nastrojowa muzyka. Od uśmiechniętej uroczej Tajki otrzymujemy
    klapki, elegancki szlafrok i jednorazową bieliznę. W powietrzu unosi się aura
    spokoju, charakterystyczna dla buddyzmu theravada, dominującego na Cejlonie. Po
    kąpieli w basenie i degustacji herbaty z tamaryndu jesteśmy gotowi na atrakcje SPA.
    Tajowie uczynili ze SPA sztukę. Każda wizyta w dobrym obiekcie jest ucztą dla
    ciała, spokojem dla ducha.

    Pierwsze SPA w Tajlandii powstały w połowie lat 80. Na początku większość z nich
    znajdowała się głównie w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach, bo na świecie
    panowała wówczas moda na wakacje w Tajlandii, a wypoczynek w SPA był synonimem
    luksusu. W drugiej połowie lat 90. ośrodki SPA niczym grzyby po deszczu zaczęły
    powstawać w Azji Południowo-Wschodniej. Niemal na każdym rogu ulicy; czy to w
    wielkich miastach, czy na prowincji można było znaleźć zabiegi SPA pozwalające na
    natychmiastową regenerację.

    Szybko okazało się, że koncepcja rozwoju właśnie tego segmentu turystyki może
    przynieść krajowi duże zyski i sprawić, że goście, którzy już raz wybrali Bangkok,
    Phuket czy Hua Hin, powrócą do Tajlandii jeszcze nieraz. Bo to kraj stworzony do
    tego typu usług. Chodzi o legendarną tajską gościnność, serdeczny sposób bycia i
    uśmiech, który towarzyszy Tajom na co dzień, wysoką kulturę obsługi klienta i
    pracowitość. Trzeba jeszcze dodać wspaniały klimat, ciekawą lokalną architekturę,
    umiejętność dbania o szczegół oraz konkurencyjne ceny.

    Nic dziwnego, że dziś tajskie SPA to prawdziwy przemysł. Poza turystami
    zagranicznymi (obecnie stanowią ok. 70 proc. klienteli SPA w Tajlandii) ta formuła
    spędzania wolnego czasu przyjęła się również wśród Tajów. Z pewnością do takiego
    boomu na SPA przyczynił się szybki rozwój tajskich miast oraz potężne
    zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w stolicy.

    Zmienił się także tryb życia i odżywiania młodego tajskiego pokolenia. Tygrysy
    azjatyckie po prostu zaczęły się dusić. Społeczeństwo przyzwyczajone do spokoju,
    wiejskiego trybu życia w ciągu kilku lat odnotowywało wzrost produktu krajowego
    brutto o kilkanaście procent. Zwykli ludzie potrzebowali oddechu. Jednym ze
    sposobów na znalezienie równowagi duchowej i fizycznej stały się częste i krótkie
    wizyty w ośrodkach SPA.

    Jeszcze kilka lat temu specjaliści nie wróżyli tak spektakularnego sukcesu
    rozbudowanym salonom masażu. Od 2002 roku liczba nowo otwartych obiektów SPA w
    Tajlandii jednak się podwoiła. W roku 2002 tajskie SPA odwiedziło 3,3 mln osób, a w
    2008 r. już 6 milionów. Singapurska spółka Intelligent Spas podaje, że do grudnia
    2009 r. w Tajlandii działało 745 oficjalnie zarejestrowanych ośrodków SPA. Szacuje
    się, że wygenerowały one przychody rzędu 275 mln dolarów. Spośród 300 najlepszych w
    2009 r. SPA na świecie aż 28 tajskich otrzymało prestiżowe nagrody od
    międzynarodowych instytucji zdrowia i urody.

    Eksperci najlepiej ocenili obiekty chińskie, singapurskie i właśnie tajskie. Trzy z
    nich otrzymały złote medale w swoich kategoriach. Wśród laureatów pojawiły się
    również obiekty z egzotycznych zakątków Buthanu czy Kambodży.

    Tajlandia zbiera owoce działań rządowych z lat 90., gdy intensywnie promowano ideę
    SPA. Na międzynarodowych konferencjach goście zapraszani byli na seanse SPA,
    sponsorowano ze środków rządowych szkolenia nowej kadry masażystów i terapeutów,
    przywrócono do życia tradycyjną historyczną szkołę tajskiego masażu. Ponadto ideę
    Sanare Per Aquam spopularyzowały również światowe gwiazdy muzyki pop, kina czy
    znane modelki.

    Do Chiva-Som, jednego z najbardziej znanych luksusowych kompleksów SPA w Azji,
    przyjeżdżają np. Victoria i David Beckham i Kate Moss. Tygodniowy pobyt w takim
    kurorcie to wydatek rzędu 35 tys. zł za osobę na tydzień. Do dyspozycji gości,
    oprócz bajecznego apartamentu, są m.in. prywatny terapeuta, dietetyk i seria
    zabiegów. A jest z czego wybierać. Jak żadne inne SPA w regionie, ośrodek Chiva-Som
    w Hua Hin może się pochwalić możliwością przeprowadzenia ponad 100 różnych
    zabiegów. Co ważne, nie trzeba wydawać fortuny, by poczuć się jak nowo narodzony.

    W niektórych SPA koszt kilkugodzinnego zabiegu porównywalny jest z dwudaniowym
    obiadem w przeciętnej warszawskiej restauracji, część obiektów, nawet tych
    luksusowych, dostępna jest również dla klientów, którzy nie są gośćmi hotelu. Choć
    zakres możliwych świadczeń i zabiegów rozszerza się z roku na rok, z ankiety
    przeprowadzonej przez Intelligent Spas w czołowych 159 SPA na świecie wynika, że
    połowa gości wybiera tylko masaż i cały czas pozostaje on najpopularniejszym
    zabiegiem także przy konstruowaniu pakietów regeneracyjnych.

    Prawie połowa ośrodków SPA w Tajlandii nie oferuje zakwaterowania - są to tak zwane
    daily SPA. Druga połowa podzielona jest na hotele SPA, SPA destinations i SPA
    resorts. To kurorty, do których goście, głównie biznesmeni, udają się na trwające
    minimum sześć dni wakacje.

    Jai yin, yin - "spokojnie, wyluzuj", z pewnością ten zwrot usłyszymy w salonie SPA.
    Drewniane tekowe łoże z białymi baldachimami, delikatny powiew morskiej bryzy,
    bambusowe przepierzenia dla stworzenia intymnej atmosfery i lekki, unoszący się w
    powietrzu zapach migdałowego kadzidła. Wygodnie leżąc na brzuchu, obserwuję ocean,
    po chwili, zanim na dobre rozpocznie się zamówiony zabieg, odpływam. Aby tak się
    poczuć, nie trzeba wcale jechać nad morze ani w góry. Blisko 30 proc. wszystkich
    tajskich ośrodków SPA znajduje się właśnie w centrum i na obrzeżach Bangkoku. Ich
    przepięknie zaprojektowane pomieszczenia sprawiają, że czujemy się jak w
    naturalnych plenerach.

    Spośród tajskich masaży warto wybrać tradycyjny nuad boran. To jedna z najstarszych
    form masażu, która pojawiła się wraz z buddyzmem w Tajlandii 2500 lat temu.
    Technikę sprowadził tu Jivaka Kumar Bhacca, żyjący w czasach Buddy osobisty lekarz
    jednego z królów tajskich. Przyjaźnił się podobno z samym Buddą, służąc poradami
    medycznymi wielu buddyjskim mnichom.

    Swego czasu antyczna stolica tajskiego państwa - Ayuthaya - była skarbnicą wiedzy o
    ówczesnych szkołach masażu. Niestety, podczas najazdu birmańskiej armii większość
    bezcennych tekstów została spalona. Jednym z ocalałych dokumentów była
    60-stronicowa księga masażu tajskiego przechowywana obecnie przy ołtarzu w Wat Pho,
    jednej ze znanych buddyjskich świątyń. Oprócz tajskiego masażu tradycyjnego,
    gwarantowanego właściwie w każdym ośrodku, prawie wszystkie SPA oferują
    aromaterapię, w większości można znaleźć refleksologię oraz liczne terapie oparte
    na gorących kamieniach czy ciepłym błocie. Koncepcja SPA ewoluuje. Do zabiegów
    dołącza się obecnie seanse jogi i akupunktury.

    Można również skorzystać z techniki masażu tajskiego przed laty przeznaczonego
    wyłącznie dla członków rodziny królewskiej. Łączy on techniki stosowane w shiatsu,
    jamu czy akupresurze. W Chiva-Som, jednym z kultowych ośrodków SPA w Tajlandii,
    prawie 60 proc. gości korzysta z chiva-som massage polegającego na wcieraniu
    ciepłych olejków. Specjaliści twierdzą, że starsze ośrodki SPA są jak wino. Pracują
    w nich doświadczeni terapeuci i masażyści. Z roku na rok ich warsztat pracy się
    doskonali, a zakres usług jest systematycznie powiększany. Ponadto dzięki
    kilkunastoletniemu doświadczeniu mają zaufaną grupę klientów. Bez nich trudno
    byłoby rozwijać się nawet najlepszemu SPA.

    Doskonałym przykładem jest założona 16 lat temu Oriental SPA w hotelu Mandarin
    Oriental w Dhara Dhevi. Można się tam dostać tylko drogą wodną, samo SPA mieści się
    w odrestaurowanym XIX-wiecznym domu zbudowanym z drzewa tekowego. Oferowane tu
    zabiegi łączą medytację z tradycyjnym masażem. W Oriental wykorzystuje się tylko
    naturalne olejki, zioła oraz wyciągi owocowo-roślinne opracowywane według własnej
    formuły ośrodka.

    Najlepsze tajskie sieci SPA: Anantara, Angsana, Aman czy Banyan Tree, są znane na
    całym świecie. Nie znaczy to jednak, że udając się do mniej znanego obiektu, spotka
    nas rozczarowanie. Poziom oferowanych usług jest podobny, a coraz większa
    konkurencja wśród ośrodków sprawiła, że nawet najmniejsze SPA mają szeroki wachlarz
    usług. W końcu Tajlandia to kwintesencja kultury SPA. Buddyjski spokój
    wprowadzający w odpowiedni nastrój, egzotyczne zapachy, wspaniała architektura,
    przestrzeń, bujna roślinność i, oczywiście, niezliczone ilości różnorodnych
    storczyków.

    autor: massagewarsaw | 2011.06.29, 00:06:10



    POZOSTAŁE ARTYKUŁY Z TEGO DZIAŁU:
    Przedświąteczne Spa
    Masaż gorącymi kamieniami
    Olejki eteryczne – nie tylko aromat
    Tsuboki - niecodzienny masaż twarzy
    Kasztanowe SPA
    Jak odzyskać zgrabną sylwetkę w SPA
    Czas na inwestycję w siebie
    Materia SPA
    Trend SPA – Hamman
    Sauna - najlepszy sposób na jesienny chłód



    fitness pasaż handlowy FIT FILM

    fitness pasaż handlowy OSTATNIO KOMENTOWANE ARTYKUŁY

    fitness pasaż handlowy FORUM

    fitness pasaż handlowy FITNESSKI
    Cristiana Casoni
    Kristal Richardson
    Alicia Marie
    Khanh Nguyen
    Angela Terlesky
    Dianna Dahlgren
    Amy Fry
    Gina Aliotti
    Camala Rodriguez
    Sonya Vecchiarelli

    Znajdź swój obiekt SPA i Wellness


    fitness pasaż handlowy OŚRODKI SPA I WELLNESS
    Hotel Azzun Orient SPA&Wellness
    Samui Hair Beauty& SPA
    Orient Day SPA
    Bagińscy SPA
    NOWA LINIA Centrum kosmetyki,modelowania sylwetki i odnowy biologicznej

    fitness pasaż handlowy IMPREZY
    Kalendarium:
    Zaprosili nas:

    fitness,wellness kulturystyka
    odchudzanie Kontakt Redakcja Współpraca Dla prasy Partnerzy Linki Polityka prywatności Reklama FAQ Projekt i wykonanie: Projektowanie stron internetowych